niedziela, 23 kwietnia 2017

Żako

Ulubieniec hodowców na całym świecie, słodziak i gaduła.

Zamieszkuje centralną Afrykę, szczególnie Kenię, Tanzanię, Kongo, Sierra Leone i Wybrzeże Kości Słoniowej. Spotyka się je w lasach, ale niektóre stada żako można zobaczyć również w miastach. Raz chyba widziałam ją na palmie w Nairobi, ale równie dobrze mogłam to sobie wmówić powodowana pragnieniem ujrzenia dzikiej papugi. Potem wróciłam w to miejsce z aparatem i wytrwale skradałam się pod drzewami, ale wszelki ślad po niej niestety zaginął. Do tej pory mam złamane serce.

Wyróżniamy żako większe (kongijskie) i żako mniejsze (liberyjskie). Oba podgatunki różnią się w sumie tylko wyglądem, żako mniejsze jest... mniejsze. I odrobinę ciemniej ubarwione. Klasyczne żako, jeśli można tak powiedzieć, jest zazwyczaj szare i ma plamę w czerwonym kolorze pod ogonem. Hodowcom udało się jednak uzyskać także żako albinosa i żako prawie w całości czerwone.

Na wolności papugi te żywią się typowo papuzim jedzeniem, czyli owocami, pączkami kwiatów, samymi kwiatami, orzechami, czasami polują na owady. W niewoli dostają karmę i fast food dla ptaków.

Ponoć żako mają poziom inteligencji sześcioletniego dziecka, potrafią nauczyć się wymawiać nawet sto słów i powtórzyć niezliczoną ilość dźwięków. Z tego powodu są tak chętnie kupowane i hodowane, a na You Tube możemy oglądać setki filmów o tym, jakie to są przezabawne ptaki. Mój ulubiony to ten poniżej, o papudze żyjącej na pokładzie statku. Przyznaję się bez bicia, czasami oglądam śmieszne filmy o papugach.


Ponoć żako w hodowli jest bardzo wybredne i potrafi przywiązać się tylko do jednej osoby. Nie lubi zmian w otoczeniu, nowych zabawek, nowych zwyczajów i nowych ludzi w okolicy. Na takie rzeczy reaguje różnie, zazwyczaj furią lub histerią.

Żako na wolności zagrożone jest wyginięciem. Powodów jak zwykle jest wiele, ale przyczyną każdego z nich jest człowiek, który zbyt zachłannie ingeruje w środowisko naturalne tych ptaków.

Lasy są wycinane, przez co papugi tracą miejsce do życia. Poza tym żako są systematycznie i nielegalnie odławiane, przetrzymywane w niewoli i sprzedawane za granicę. Część z nich ginie w złych warunkach lub ze stresu, są to bowiem ptaki mało odporne psychicznie. Sensu w tym nie ma za grosz, bo złapane i zestresowane żako nie nadaje się do hodowli, prędzej na kozetkę.

O przechwyconych transportach papug można sobie poczytać TUTAJ.

Żako, African grey parrot, Psittacus erithacus. Fot. Tomasz Witkowski


wtorek, 18 kwietnia 2017

Trzewikodziób

Statuopodobny ptak przedstawiany już na rysunkach pochodzących ze starożytnego Egiptu. Po arabsku abu markub - czyli coś w rodzaju tego z butem.

Uroczą nazwę zawdzięcza temu, że jego dziób wygląda jak but. Mnie kojarzy się on z holenderskim drewniakiem, którego akurat ktoś nie wymalował w kwiatki.

Trzewikodziób początkowo przypisywany był do rzędu bocianowych, później do pelikanowatych, jeszcze później do czaplowatych, a teraz słyszy się na mieście, że należy do rzędu pelikanowych. Jest jedynym słusznym i prawdziwym przedstawicielem dumnej rodziny trzewikodziobów.

Zamieszkuje rejony Afryki środkowej i wschodniej. Najważniejsze, żeby w okolicy była woda i upał. Podstawą życia trzewikodziobów jest polowanie na przepyszne ryby dwudyszne, które żyją w zbiornikach wodnych raczej pełnych mułu, brudu i takich, w których niewiele jest powietrza. Ptaki te widuje się też na polach ryżowych i bagnach.

Ryby dwudyszne często podpływają do powierzchni wody, ażeby tam zaczerpnąć nieco powietrza. Trzewikodzioby potrafią długo i cierpliwie stać w błotnistym zbiorniku wodnym i z niemym zainteresowaniem obserwować zwyczaje i upodobania swoich ofiar. Czasem po prostu czekają aż ryba podpłynie w okolice ich nóg i wtedy straszą ją, rozkładając olbrzymie skrzydła.

Ryba w tym momencie zamiera, dostaje zawału, życie przepływa jej przed oczami, a trzewikodziób korzysta z tej krótkiej chwili i pewnie chwyta ją w swój butowaty dziób. Tam miażdży swoją zdobycz, wypluwa kawałki mułu i innych wodnych śmieci, a następnie połyka rybę w całości.

Taka ryba dwudyszna w Afryce potrafi osiągnąć długość nawet do pół metra, jest więc posiłkiem sporym i pożywnym.

Oprócz ryb dwudysznych trzewikodzioby żywią się też: żabami, wężami wodnymi, młodymi krokodylami, żółwiami, wodnymi gryzoniami i ptakami. Na przykład kaczkami. Ponoć polują też na młode gazele, ale nie jest to potwierdzona informacja.

Na całym świecie żyje mniej więcej 5000-8000 trzewikodziobów. Są to jedne z najdroższych ptaków kupowanych do ogrodów zoologicznych. W niektórych miejscach wciąż się poluje na osobniki żyjące wolno, ponieważ są ponoć całkiem smaczne.

Trzewikodziób, Shoebill, Balaeniceps rex. Źródło: Wikipedia.
Prosto z łóżka. Źródło: Wikipedia.



niedziela, 16 kwietnia 2017

Kura domowa

Miałam gotowy post o innym ptaku, ale na chwilę przed samymi świętami pomyślałam sobie tak: "KURCZĘ, przecież jak wrzucę tekst o jakimś dziwolągu w same święta, to ludzie mnie zlinczują. A kura jest bardziej świąteczna i chętnie widywana w internecie podczas Wielkanocy, zatem będzie kura. No i kury jeszcze nie mam."

I tym sposobem powstał post poświęcony kurze.

Smutne to trochę, że jak człowiek chce się czegoś dowiedzieć o kurze i wpisuje w internety "kura" albo "chicken", to w pierwszej kolejności wyskakują przepisy na skrzydełka albo reklamy KFC. Dzisiaj w takim razie, w trochę buntowniczym nastroju z mojej strony, obadamy sprawę kury z innej perspektywy niż talerz albo kubełek.

Wiadomo, że człowiek trzyma kurę pod domem przede wszystkim dla jej mięsa i jajek. Nie wiadomo, że ponoć pierwsze kury udomowione zostały w Chinach w VI tysiącleciu przed naszą erą. Później kura spodobała się wszystkim i zaczął ją hodować cały świat. To tak w wielkim skrócie.

Kura potrafi sobie poradzić zarówno w niewoli, jak i w dziczy. Ponieważ dzika kura nie dostaje gotowej paszy, to zdobywa sobie posiłek w sposób naturalny - grzebiąc w ziemi i wyciągając z niej robaki, węże albo małe myszy.

Kogut, czyli kur albo kurak, albo kurczak, w zależności od wieku i swojego przeznaczenia, nazywany jest różnie i wygląda inaczej niż kura. Cechą charakterystyczną kogutów jest grzebień na głowie i dłuższy ogon. Kury (w tym koguty) nie potrafią latać na duże odległości.

Ptaki te lubią życie w towarzystwie, tworzą zatem stada, w których sprawnie współpracują i dzielą się obowiązkami. Kury potrafią zajmować się potomstwem swoich koleżanek i kolegów. Poza tym w każdym stadzie zawsze znajdują się osobniki dominujące, które wyraźnie się rządzą i mają dostęp do pożywienia i najlepszych miejsc do założenia gniazda.

Kura po złożeniu jaj zajmuje się głównie ich wysiadywaniem. W pewnym okresie rozwoju pisklę zaczyna wydawać w jajku dźwięki, które słyszy jego matka i rodzeństwo w pozostałych jajkach. Na tym etapie pisklak uzbrojony jest w coś, co nazywa się zębem jajowym. Przy użyciu zęba powoli rozbija skorupkę i ostatecznie się wykluwa.

Kury zajmują całkiem sporo miejsca w kulturze. Na przykład na Podlasiu leczono ludzi przy użyciu krwi z rozdartego żywcem czarnego koguta lub jego obciętych nóg. Inne części ciała kur były przydatne przy odczynianiu uroków. W sumie pewnie dalej są, to w końcu Podlasie,

Słowianie mieli w zwyczaju leczyć kurzajki okładem z kurzych oczu. W Niemczech mieszano odchody koguta i wino i takie lekarstwo podawano osobom chorym na serce lub kobietom oziębłym seksualnie.

Kogut jest też oczywiście symbolem zdrady, a to za sprawą historii z Biblii o tym, jak Piotr trzy razy zaparł się Jezusa.

Na Kaszubach zabijało się koguty podczas tak zwanego "ścinania kani". Nazwa nie wzięła się znikąd, bo oznacza dosłowne zabicie kani (takiego ptaka) lub koguta, generalnie ptaka, który w tym miejscu symbolizuje zło wcielone.

W voodoo można zabić czarnego koguta i w ten sposób sprawić coś, a potem zabić białego koguta i coś odczynić. Z takiego zabitego koguta przy okazji robi się rosół, no bo w sumie why not.

Masa jest jeszcze innych rzeczy na temat kur, kogutów i kurczaków, o których mogłabym tu napisać, ale obawiam się, że musiałaby z tego wyjść cała praca magisterska. Jedno jest pewne, już nigdy nie spojrzę na urocze żółte pisklaczki na opakowaniach różnych rzeczy w sklepach w ten sam sposób.

Wesołych Świąt.

Kurza rodzina. Kura domowa, Gallus gallus domesticus. Zdjęcie z Wikipedii.

Mała kura.

Czarny kogut, najgorszy z najgorszych.



niedziela, 9 kwietnia 2017

Uhla

Nazwa przywodzi na myśl chłodną Północ i wikingów, co jest skojarzeniem właściwym, bo uhla jest takim właśnie wikingiem pośród ptaków.

Łatwo odróżnić ją od innych kaczek za sprawą cech zewnętrznych. Jan Sokołowski w swojej książce "Ptaki Polski" opisuje uhlę tak:

Cechy rozpoznawcze: duża kaczka, wielkości kaczki krzyżówki, lecz znacznie tęższa i bardziej ociężała. Duże, białe lusterko na tylnym brzegu skrzydła, częściowo widoczne nawet na skrzydle złożonym. Stary samiec intensywnie czarny z białą plamką przy oku; dziób pomarańczowy, nogi czerwone. Samica czarnobrązowa, nogi żółte.

Podoba mi się ten opis, bo jest wspaniale poetycki.

Uhla zamieszkuje prawie całą Skandynawię, widuje się ją też w Szkocji, Irlandii, Rosji i w Polsce. Generalnie tam, gdzie spotyka się w pobliżu Morze Bałtyckie. W Polsce pomieszkuje przeważnie zimą, zazwyczaj nad samym Bałtykiem lub tylko trochę w głębi kraju - nad jeziorami lub na bagnach.

Żywi się głównie małżami i ślimakami, które zjada razem ze skorupą. Poluje też na raki, ryby i owady. Lubi sobie pływać w pobliżu portów razem z innymi kaczkami.

Uhla ma to do siebie, że jest zagrożona wyginięciem i liczebność tego gatunku spada wciąż na łeb na szyję. Oprócz ciągłej walki z drapieżnikami musi się zmagać z takimi problemami, jak przemysł rybacki. Uhle bowiem polują na żywność, nurkując. No i podczas zdobywania pożywienia masowo wpadają w sieci rybackie i giną. Rybacy niewiele sobie z tego robią, bo jakby sobie robili, to nie mogliby już uprawiać zawodu i taki oto mamy tutaj konflikt interesów. Uhla w tym przypadku jest na przegranej pozycji, bo niby jest gatunkiem chronionym, ale co z tego.


Uhla, Oidemia Fusca. Zdjęcie z Wikipedii.


niedziela, 2 kwietnia 2017

Kakapo

Jedna z moich ulubionych papug. Wygląda trochę jak Kea, ale tak naprawdę jest jej kuzynką i razem zamieszkują Nową Zelandię. O ile Kea znana jest z tego, że wprowadza chaos i wszystko niszczy, to Kakapo zajmuje się raczej swoim wyginięciem.

Kakapo to po maorysku coś w stylu "nocnej papugi". Ptak ten faktycznie prowadzi nocny tryb życia. Ma doskonale rozwinięty zmysł węchu, co ułatwia proces żerowania w ciemnościach. Jednocześnie ich cechą charakterystyczną jest nieprzyjemny zapach, który same wydzielają. Służy on jako sygnał dla innych Kakapo, że w pobliżu znajduje się przedstawiciel ich gatunku, ale jednocześnie przyciąga drapieżniki.

Jest to też najcięższa i jedyna papuga, która nie potrafi latać. Budowa szkieletu znacząco różni się od tych należących do papug latających. Odmienny jest też wygląd zewnętrzny, Kakapo nie posiada długich i sztywnych piór, potrzebnych do latania, budowa jej ciała jest krępa, za to nogi są na tyle silne, by umożliwiać szybką wspinaczkę po drzewach. Czasem Kakapo wspinają się na drzewa, a potem rzucają się z nich, rozpościerając małe skrzydła i w ten sposób opadają wolniej i o kilka metrów dalej. Skrzydła pomagają im również podczas biegu lub samej wspinaczki.

Kolor upierzenia służy im oczywiście jako kamuflaż. Odsypiająca pracowitą noc papuga jest praktycznie niewidoczna w leśnym poszyciu. Samice są wyraźnie mniejsze od samców.

Kakapo nie spożywają mięsa, w ich diecie królują owoce i grzyby. Są dość wybredne i z wybranych roślin potrafią zebrać wyłącznie ulubioną część jadalną, a resztę zostawić w stanie nienaruszonym. W poszukiwaniu korzeni kopią w ziemi dołki.

Interesującym etapem życia tych papug jest okres godowy. Każdy samiec znajduje w tym czasie dla siebie jakieś wzgórze albo chociaż pagórek, gdzie zakłada tzw. arenę godową. Na każdej z aren wykopuje jeden lub kilka dołków, które są w stanie pomieścić całego ptaka. Dołki łączą się ze sobą ścieżkami, które samiec regularnie sprząta z jakichkolwiek nieczystości. Spędza on na takiej arenie nawet 3 miesiące godów, podczas których każdej nocy nawołuje samice, czasem nawet przez 8 godzin.


Pisklęta po wykluciu się spędzają z matką około 4 miesięcy. Spora część z nich ginie z pazurów nocnych drapieżników. Niewiele piskląt w ogóle się wykluwa.

Kakapo potrafią dożyć nawet 120 lat, dlatego ich rozwój to proces dość powolny. Samice na ogół nie osiągają dojrzałości płciowej przed 10 rokiem życia, ponadto sezon lęgowy występuje tylko wtedy, kiedy panuje klęska urodzaju i warunki do rozrodu są bardziej niż sprzyjające. Jednocześnie może to stanowić problem, ponieważ dobrze odżywione samice wydają na świat niemal tylko potomstwo płci męskiej, co prowadzi później do braku równowagi wśród płci i kolejne problemy z lęgami. Na świat przychodzą za to samice i samce w równych proporcjach wtedy, gdy o pokarm trzeba się bardziej postarać.

Dawno temu Kakapo była jednym z najbardziej pospolitych ptaków Nowej Zelandii. Polowano na nią dla mięsa i piór, ale gatunek nie miał problemów z przetrwaniem. Później przyjechał człowiek z Europy, zmienił siedliska papug w farmy, a do tego przywiózł ze sobą koty, psy i inne zwierzęta, które stały się dla Kakapo zagrożeniem. Następnie zapanowała moda na posiadanie w domu zwłok różnych dziwacznych zwierząt i z tego powodu Kakapo stała się bardzo popularnym celem łowów. Następnie Nową Zelandię opanowała plaga królików, w związku z czym przywieziono na wyspę różne łasicowate, mające wytępić te króliki, no ale ofiarami oczywiście również padły tutaj Kakapo.

W XX wieku zaczęto myśleć o jakichś działaniach ochronnych gatunku. Dopiero w 1989 roku założono Kakapo Recovery Group, które miało na celu zajmowanie się wyłącznie ochroną tych papug. Coby nie przynudzać dalej, powiem tylko, że w roku 2014 było tylko 125 żyjących Kakapo.

Kakapo Recovery ma swoją stronę o TUTAJ. Można sobie u nich nawet adoptować własną Kakapo za jedyne sto dolarów lub więcej jak ktoś chce, o W TYM MIEJSCU. Można sobie na taką adoptowana papugę wyrywać lasencje: "Hej, mała, chcesz zobaczyć moje Kakapo?". Działa jak nic.

Kakapo,  Strigops habroptilus. Zdjęcie z internetu.



niedziela, 26 marca 2017

Foki Antarktydy

Dzisiaj nie będzie posta o ptakach, za to będzie o fokach. Mam dużo zdjęć fok i chcę się nimi koniecznie podzielić ze światem, a poza tym uważam, że te urocze morskie Golden Retrievery również zasługują na swoje miejsce w historii bloga.

Na początku uprzedzam, że nie mam pojęcia, jakie gatunki fok występują na zdjęciach. Próbowałam dopasować je do innych zdjęć, które znalazłam w Google i jestem prawie pewna, że przedstawione gatunki to: foka Weddella, foka krabojad (bardzo podobna do Weddella) i lampart morski. Na razie to musi wystarczyć. Jak już zostanę znanym fokoznawcą, z pewnością dopiszę im konkretne nazwy.

To miał być krótki tekst, a już widzę, że taki nie będzie. TAK DUŻO INFORMACJI. Swoją drogą, przeglądałam ostatnio stare posty na tym blogu i zauważyłam, że kiedyś cały mój research na temat gatunku ograniczał się do zidentyfikowania tego gatunku i dopisania krótkiej historii uwiecznienia go na zdjęciu. A teraz proszę, tysiąc nowych kart otwartych (i to nie tylko Wikipedia, o nie), czasem nawet zajrzę do jakiejś KSIĄŻKI. Piszę i piszę coraz dłuższe posty i efekt jest taki, że długich postów nikt nie ma siły czytać.

Wracając do fok - rodzą one szczenięta, tak jak psy. Kiedy na świat przychodzi focze szczenię, jego matka opiekuje się nim od kilku dni do miesiąca - w zależności od gatunku. W tym czasie jest ono intensywnie karmione, żeby nabrało tłuszczu. Po takim krótkim raczej okresie karmienia szczenię zostaje porzucone, a jego matka idzie w tango, żeby samej się w końcu najeść i znów dać się zapłodnić.

Porzucone focze szczenię jest porzucone przez kilka lub nawet kilkanaście następnych tygodni. Nie potrzebuje jedzenia, bo wystarcza mu tkanka tłuszczowa nagromadzona w okresie karmienia. Jak dojdzie do wyczerpania zapasów, musi sobie ono radzić samo i własnoręcznie zdobywać kolejne posiłki.

Nietrudno zgadnąć, że porzucone szczenięta są łatwym łupem dla drapieżników. Foki, podobnie jak pingwiny, mają całkiem sporo wrogów na Antarktydzie. Należą do nich: orki, inne foki i ludzie.

Przejdźmy teraz do (prawdopodobnie) bohaterów dzisiejszych zdjęć.

Foka Weddella - nazwana od swojego odkrywcy, niejakiego Jamesa Weddella. Nie lubi towarzystwa, z innymi fokami spotyka się tylko na okres rozrodu. Nie migruje i raczej nie podróżuje, nawet do sąsiadów po cukier. Lubi za to nurkować na dużą głębokość, ponoć jest najlepszym nurkiem Antarktydy. Pod lodowatą wodą wytrzymuje ponad godzinę.

Znana jest z wydrapywania w lodzie tzw. otworów oddechowych, które służą jej za okienka do nabierania powietrza, kiedy akurat chce dłużej posiedzieć w wodzie.

Pierwsi odkrywcy Antarktydy regularnie na nie polowali i jedli ich mięso, ale odkąd wynaleziono ochronę zwierząt, foka Weddella ma namiastkę świętego spokoju.

Foka krabojad - bardzo często mylona z foką Weddela i lampartem morskim. Są przedmiotem intensywnych ataków ze strony tych drugich. Lubią przebywać w samotności, ale nie stronią od większych grup. Zupełnie jak ludzie.

W przeciwieństwie do innych fok krabojad potrafi przemieszczać się po lądzie z gracją i w iście szalonym tempie nawet 25 km/h.

Nie żywi się krabami, tylko krylem i małymi skorupiakami.

Lampart morski - przednie płetwy ma nieco dłuższe niż inne foki. Preferują samotny tryb życia. Odżywiają się krylem, skorupiakami, rybami, ale także innymi fokami, na przykład krabojadami.

Jeśli chodzi o zagrożenia, to mogą się one czuć bezpieczenie, ponieważ same stanowią zagrożenie dla innych żyjących stworzeń. Czasem zdarza im się głupio ginąć, ponieważ są mniej więcej tak zainteresowane wszystkim, jak koszatniczki(*) i notorycznie podpływają do nurków lub statków, co kończy się kolizją i śmiercią lub obrażeniami lamparta, nurka albo statku.

Tyle, jeśli chodzi o foki Antarktydy. Foki z polskiego fokarium można sobie obejrzeć TUTAJ. Rano nic tam się nie działo, więc nie wiem, czy one w ogóle istnieją.


*Koszatniczki są głupie i te, które mają szczęście żyć na wolności, często w obliczu zagrożenia nie potrafią usiedzieć w ukryciu i wychodzą zobaczyć co się dzieje.



Poranna gimnastyka. Fot. Tomasz Witkowski

Odpoczywanczo. Fot. Tomasz Witkowski

Też odpoczywanczo. Fot. Tomasz Witkowski

Prywatna wyspa. Fot. Tomasz Witkowski

No siema. Fot. Tomasz Witkowski

Morski pieseł. Fot. Tomasz Witkowski

Morski pieseł udaje, że śpi do zdjęcia. Fot. Tomasz Witkowski

Co jest. Fot. Tomasz Witkowski

Pływanczo w prywatnym basenie. Fot. Tomasz Witkowski


niedziela, 19 marca 2017

Pingwin białobrewy

Jest coś takiego w pingwinach, że człowiek - patrząc na nie - zaczyna poważnie zastanawiać się nad swoim życiem. Niby takie nieporadne i zabawne, ale czarne oczka prześwidrowują duszę ludzką na wylot i od razu się na niej poznają. Nigdy nie zapomnę złego pingwina z plastelinowej bajki "Wallace i Grommit", przez niego bałam się wszystkich plastelinowych bajek. Plastelinowych gier boję się do teraz, nie będę pisać jaką krzywdę wyrządził mi "The Neverhood". Z bajek był też jeszcze "Pingu" no i znane wszystkim "Pingwiny z Madagaskaru", na szczęście już nie tak mroczne.

Pingwin białobrewy zamieszkuje półkulę południową, a dokładniej Antarktykę - małe wysepki, skaliste wybrzeża, no generalnie miłe miejsca do życia w tej okolicy. Na lądzie radzi sobie nieźle, za to przemieszczając się pod wodą potrafi osiągnąć prędkość 20 km/h. W jego diecie królują ryby i skorupiaki.

Jak pingwin białobrewy wygląda, każdy widzi. Ale nie widzi, że każdy pingwin ma pod skórą grubą warstwę tłuszczu, która pomaga mu przetrwać w trudnych warunkach. Nie wolno mówić pingwinom, że są tłuste, bo wtedy się obrażają i nasyłają na takich ludzi złego pingwina z plastelinowej bajki.

Ciekawostką jest też to, że pingwiny nie bez przyczyny są ubarwione w taki, a nie inny sposób. Czarny grzbiet pozwala im być niewidocznymi dla drapieżników obserwujących je podczas pływania, a białe brzuszki są świetnym maskowaniem na tle białego śniegu białej Antarktyki. Ponieważ pingwiny spędzają sporą część życia w morskiej wodzie, do ich organizmów dostaje się dużo soli, którą jednak wydalają, a wodę słodką uzupełniają po prostu jedząc śnieg.

Uwielbiają życie w wielkich koloniach, co również jest sposobem na przetrwanie. Ułatwia to znacznie obronę przed drapieżnikami, no bo w tej sytuacji taki pingwin ma do pomocy ziomków, albo też w przypadku niespodziewanego ataku pingwiny rozbiegają się (lub rozpływają) w przeciwnych kierunkach i biedny drapieżnik nie wie, którego z nich zacząć gonić.

Prócz tego w koloniach łatwiej się rozmnaża. Pan pingwin białobrewy buduje gniazdo, gdzie następnie pani pingwin białobrewy składa dwa jaja i oboje na zmianę je wysiadują. Młodym pisklętom opierzenie zajmuje niecałe pół roku. Ciężko się robi, gdy brakuje jedzenia. Wtedy starsze pingwiniątko skazywane jest przez rodziców na śmierć głodową, a młodsze dostaje to, co akurat się znajdzie i jakoś przeżywa. Gdybym była pingwinem, a moi rodzice nie mieliby co jeść, to już dawno byłabym martwa, a mój brat cieszyłby się życiem, tak jak robi to teraz. Jakąś pociechą może być fakt, że czasami pingwiny z kolonii przygarniają porzucone/opuszczone/ zgubione jaja lub pisklaki i opiekują się nimi jak własnymi.

Pingwin białobrewy jest gatunkiem bliskim zagrożenia. Oprócz nieustannej walki z antarktycznymi drapieżnikami musi się też zmagać z takimi problemami jak przeławianie oceanów, zmiany klimatyczne, turyści wkraczający w ich siedliska i zanieczyszczenia.

25 kwietnia można świętować Światowy Dzień Pingwina.

Pingwin białobrewy, Pygoscelis papua. Fot. Tomasz Witkowski
Tu z dzieckami. Fot. Tomasz Witkowski
Głodne dziecki chyba dostaną na obiad kamienie. Fot. Tomasz Witkowski
Z ziomeczkami na plaży. Fot. Tomasz Witkowski
A kysz, intruzie. Idź do domu. Fot. Tomasz Witkowski
W towarzystwie. Fot. Tomasz Witkowski
Główna ulica. Fot. Tomasz Witkowski
Impreza na kamieniach. Fot. Tomasz Witkowski
Nostalgiczny pingwin na pingwinie dobranoc. Fot. Tomasz Witkowski


Żako

Ulubieniec hodowców na całym świecie, słodziak i gaduła. Zamieszkuje centralną Afrykę, szczególnie Kenię, Tanzanię, Kongo, Sierra Leone i ...